Dzień kolejny minął
26 sierpnia 2010 | 22:15Znowu robi się wcześniej ciemno. Znowu zmarzłem, wracając z pracy - drugi raz w tym tygodniu.
Od bardzo dawna marzę o rozgrzanej słońcem drodze gruntowej między polami, względnie równie rozgrzanej słońcem ścieżce górskiej - i dupa. Kolejny rok bez pieniędzy i bez urlopu - owszem, urlop mogę wziąć, ale co mi po nim, jak nie mam za co wyjechać?
A marzę - zaznaczam - o zwykłej, polskiej drodze gruntowej. Nawet moje marzenia nie wybiegają za granicę.
W tej kwestii mogę sobie tylko poczytać, gdzie to ostatnio wojażują różni znajomi. Względnie pooglądać zdjęcia. Niektóre miejsca na zdjęciach znajomych już kojarzę - ze zdjęć innych znajomych…
Czuję się trochę tak, jak ten wykładowca Pirxa, zwany Merynosem, który mocą teoretycznej wszechwiedzy znał każdy kamień księżycowego Morza Deszczów - sam po raz ostatni wyjechałem za granicę na Ukrainę, sześć lat temu. Na cztery dni. Wcześniej, dziesięć lat temu, na dwa dni do Niemiec. Podczas gdy między piętnastym a dwudziestym piątym rokiem życia wyjeżdżałem co roku w różnych kierunkach - mimo że komuna, że wnioski paszportowe, że dawali tylko pięć dolarów na cały wyjazd. Niby jesteśmy w zjednoczonej Europie, ale co z tego? Odkąd jesteśmy, nie ruszyłem się poza granicę nawet na krok.
A w tej chwili dwie trzecie znajomych radośnie integruje się na Triconie. Ech.








