Korek
21 marca 2008 | 19:28Od czwartku Warszawa ma ponownie tylko jedną linię metra. Przez czternaście miesięcy miała dwie - od Kabat do Wilsona i od Wilsona do Marymontu. Tyle że nikt się tym faktem nie chwalił, bo i nie było czym: najpierw stacja Marymont miała być uruchomiona jednocześnie ze stacją Słodowiec, a potem, jak się okazało, że się nie da, to decydentom po prostu zabrakło jaj, żeby wydac kilka milionów złotych i przystosować torowisko za Marymontem do zawracania składów. Zamiast tego puszczono jeden pociąg, jednym torem, wahadłowo, co dziewięć minut - podczas gdy ten odcinek piechotą można przejść w siedem.
No ale w końcu, z ponad rocznym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych założeń udało się dociągnać tory so Słodowca, gdzie pociągi mogą zawracać. Tzn. dojeżdżają z pasażerami do Marymontu, następnie puste jadą do Słodowca i tam są przestawiane na drugi tor, po czym wracają na Marymont i biorą pasażerów w drugą stronę. Ale to tylko w teorii tak pięknie wygląda.

Jak to jest w praktyce, przekonałem się naocznie, wsiadając do metra na Marymoncie. Na drugim torze czekał pusty pociąg (jadący na Słodowiec celem zmiany kierunku). No, ucieszyłem się nawet - to fajnie zobaczyć wreszcie normalny ruch na tej stacji. Na Wilsona na torze obok czekał kolejny pociąg w stronę Marymontu. Hm. Pociągi powinny jeździć co ok. 3 minuty, a trasę pomiędzy kolejnymi stacjami pociąg przejeżdża w minutę-półtorej. Przypadek? Nie; na Gdańskim znowu to samo - na torze obok pociąg czekający na odjazd w kierunku Pl. Wilsona. I tak dalej, co stację.
Po dwóch godzinach wracałem - również metrem. Zbiegając na peron stacji Centrum słyszałem szum stojącego pociągu. Wpadłem do środka, wyjrzałem na zegar i zdziwiłem się. Zegar pokazywał 1:30 - czyli półtorej minuty od odjazdu poprzedniego pociagu. Po kolejnych dwóch minutach pociag ruszył. Dojechał do Świetokrzyskiej - a tam na zegarze 1:50… Po kolejnych dwóch minutach stania i minucie jazdy - Ratusz. 1:45… To jednak jeszcze nie koniec. MIędzy Ratuszem a Gdańskim pociąg zwolnił. Prawie stanął. Po czterech minutach Gdański - a na wyświetlaczu 2:05. Znowu przed czasem! Minuta z kawałkiem stania - i jedziemy na Wilsona. I znowu postój w tunelu… Maszynista też najwyraźniej miał tego dosyć, bo po każdym postoju ruszał z takim przyspieszeniem, że pasażerów spychało z siedzeń - ale nie ma się co dziwić: też bym się wkurzył, jadąc przez całą zmianę w permanentnym korku pod ziemią!

Przypuszczam, że to kwestia systemu sterowania ruchem: zmiana kierunku jazdy na Słodowcu musi chwilę trwać, w tym czasie na Marymoncie czeka kolejny pociąg, ale sygnalizacja go nie wypuszcza ze stacji, dopóki tamten na Słodowcu nie zwolni toru. A to z kolei blokuje możliwość wjazdu kolejnego pociągu na odcinek Wilsona-Marymont - i tak dalej, stacja po stacji, aż do Kabat. Cóż, miejmy nadzieję, że to szybko poprawią.
A Słodowiec ma ruszyć za miesiąc. Stacja od paru tygodni wygląda na gotową…









