A za oknem
30 kwietnia 2008 | 19:43… pierwsza wiosenna burza. ;-) Szkoda, że jestem taki zdechły - mógłby być fajny spacer. Ale i tak mogę się rozkoszować błyskawicami, grzmotami, kapiącą za oknem wodą, szelestem liści i samochodów rozbryzgujących kałuże.
Pierwszy od dawna w pełni przepracowany tydzień roboczy za mną. Znaczy, pełne 40 godzin intensywnej pracy, a nie snucia się z kąta w kąt, jak to miałem w poprzedniej robocie przez ostatnie miesiące. Tu przynajmniej jest co robić i mam poczucie, że jest to komuś do czegoś potrzebne. Jaki postęp w porównaniu z byłofirmowym działem marketingu, wiecznie marudzącym i nie wiedzącym, czego tak naprawdę chce (poza świetym spokojem oczywiście, a ponadto możliwością zrzucenia całej roboty na kogoś innego i obiecania swojego czynnego udziału najlepiej gdzieś pod koniec tysiąclecia!)…
A na zdjęciu poniżej - calzone z żółwia w skorupie w Pastacafe - czy Cafepasta, nigdy nie pamiętam - na Kamionkowskiej (w Warszawie, rzecz jasna).
A przynajmniej takie miałem wrażenie, jak mi je podano. Tak naprawdę to jeden wielki powietrzny bąbel, a w środku (bardzo smaczne, owszem) kapary, pieczarki i szynka. Niemniej, objętościowo 85% to było powietrze…








