Zamiast
24 maja 2008 | 16:17Przez ostatni miesiąc (ha, dokładnie dziś minął miesiąc, odkąd pracuję!) codziennie rano w drodze do stacji metra przechodziłem obok metalowych drabinek. W zasadzie to nie drabinek - mam na myśli trójwymiarową kratę z prostopadłych stalowych prętów, rozstawionych co jakieś 60-70 cm, wysokości może dwóch metrów, szerokości koło trzech. Stało to na wyasfaltowanym placyku, pomalowane na różowo. Po prostu takie metalowe ustrojstwo do zabaw dziecięcych.
Jako dzieciak strasznie żałowałem, ze nie ma czegoś takiego na moim podwórku. Bo doskonale można się było po czymś takim wspinać, przy pomocy paru koców zbudować domek, bawić w sowę czy znaleźć dziesiątki innych zastosowań. Ale szczególnie do zabawy w sowę takie urządzenie byłoby idealne. I jednocześnie odporne na wandali - nie to, co drewniane domki, które wytrzymały może z pół roku, karuzele z wiecznie obłamanymi siedzeniami czy huśtawki na łańcuchach, które rano okazywały się zawiązane na supeł czy owinięte wokół górnej belki…
Od miesiąca planowałem zrobić zdjęcie i opisać to urządzenie - pozostałość z czasów, gdy mieszkający dokoła emeryci byli młodymi rodzicami. Niestety - wczoraj rano zobaczyłem tylko równo z ziemią przycięte kawałki prętów. Stąd ta notka - zamiast innej, nienapisanej.









:(
Co to znaczy się bawić w sowę?
Nie znasz? Najprościej tłumacząc, ciuciubabka na drabinkach czy innym sprzęcie gimnastyczno-rozrywkowym z dużą ilością metalowych poprzeczek i drążków (jeśli nie było drabinek, to mogły być wsporniki huśtawek, a w wersji hardkorowej nawet trzepak).
Szukający, z zasłoniętymi oczami, musiał złapać kogokolwiek z innych uczestników - złapany stawał się nowym szukającym. Utrudnienie polegało na tym, że można się było poruszać wyłącznie ponad ziemią, a dotknięcie ziemi powodowało zamianę ról, chyba że szukający się nie zorientował. Najlepszą zabawę gwarantowały drabinki, na których można było ominąć szukającego.
Dobry szukający potrafił się zorientować po drganiach drabinki, gdzie się ktoś przemieszcza. Swoją drogą, jeszcze zabawniej byłoby się w to bawić w pajęczynie z linek, takiej jak sie teraz pojawiają na placach zabaw, ale za mojego dzieciństwa nie było takich urządzeń…
Bosz, a mi się od razu Wulff z Morgethalerem przypomnieli…
http://www.wulffmorgenthaler.com/hotornot.aspx
(Owls that hate everybody and everything - HOT!
Owls have always been associated with calmness and wisdom. We need a change! Show us some temper and senseless anarchy, you boring owls!)
YOU BORING OWLS!!
[…] kilka tygodni temu o wyciętych drabinkach na sąsiednim podwórku. Krótko potem wypatrzyłem podobne drabinki dwa podwórka […]