Trochę statystyk… :-)
15 czerwca 2008 | 19:09Przy okazji okresowego sprawdzania, czy ktoś mi nie przejął serwera [1] rzuciłem też okiem na logi Apacza w poszukiwaniu script-kiddies (zwykle do dziesięciu prób włamu w miesiacu :-) ). I nieco się zdziwiłem widząc wpis
72.14.199.86 - - [15/Jun/2008:19:46:52 +0200] “GET /dziupla/?feed=rss2 HTTP/1.1″ 304 - “-” “Feedfetcher-Google; (+http://www.google.com/feedfetcher.html; 4 subscribers; feed-id=313644392779036706)” “-” 25068 1
Żyłem dotąd w przekonaniu, że zagląda tu tylko parę osób, z czego raczej żadna z Google Readera nie korzysta, a tu niespodzianka. ;-)
Zacząłem więc grepować - no, nie gzipa, log ma dopiero 12 mega - i wyszło mi, że zagląda tu poza guglem jeszcze dziewięć innych robotów, oraz że przynajmniej sześć osób ciągnie feedy bezpośrednio. Kolejne zdziwienie. ;-)
Grepowanie po adresach znajomych blogów dało ciekawy wynik. To, że paręnaście osób zaglądało tu za linkiem zostawionym we wpisach u Wojtka Orlińskiego, to nie nowina. Ciekawe jest to, że większość to linuksiarze [2]. Ha, wydało się! ;-)
A trzy osoby wchodzą regularnie, za każdym razem klikając w link w blogrollu Joanki… ;-)
Jeśli ktoś liczył na referral funa, to niestety, zawiedzie się. Jedyne, co mi się rzuciło w oczy, to “przycinanie nasturcji” ($DEITY uchowaj, na razie je z mszyc obieram, gdzie mi tam do przycinania!) i “mini calzone”z Google Images (to calzone u mnie na peeewno nie było mini :-D )
EDIT: Zapomniałem o podsumowaniu. W sumie wychodzi mi, że mam parunastu regularnych czytelników. Jestem tym faktem zaskoczony. No ale dobra, nawet Wam pomacham łapką, o.
[1] zdążyłem się nawet wystraszyć, że “su - root” mnie wywala - aż sobie po trzeciej próbie bardzo uważnego wpisywania hasła przypomniałem, że przecież nie mam konta “root”! ;-P
[2] jeden nawet niereformowalny, bo z debianowego linksa. ;-P









Nie ciesz się za wcześnie, mam zmienne IP i czasem wchodzę z pracy - może ja jestem tymi trzema osobami. ;)
Nie, Twój zmienny IP jest od samego początku ten sam, a z pracy też masz stały. Mówię o trzech INNYCH osobach. ;-)
Aha, żeby nie było: nie mam nic przeciwko gościom, w końcu blog jest z założenia po to, aby go czytano (a jak ktoś sobie tego nie życzy, może sobie bloga zahasłować - ja, jak widać, nie ograniczam dostępu).
I bynajmniej nie zamierzam śledzić wchodzących. :-) Po prostu - zdziwiłem się, że tyle osób mnie czyta, i stąd notka.
Ja wchodzę przez bloga Joanki. W sumie nie wiem, czemu jeszcze nie mam własnego linka - zaraz to naprawimy:D
Właśnie. Bo ja mam Cię w RSSach domowych, a pracowych już nie, jakos tak.. Muszę pamiętać, coby dodać..
PS. Ze względy na RSSy nie zaglądam regularnie. Tylko jak się poajwiają wpisy, of kors :))
Nie no, spoko. Twój RSS trzyma łapkę na pulsie, sprawdza mnie co 10 minut - nawet jak śpię. ;-P
No co ja poradzę, że link do Ciebie był TYLKO u Joanki ;-)
No bo Joanka ma stosunkowo niedawno aktualizowanego blogrolla. ;-)
Po przejrzeniu statystyk, ciekawostka przyrodnicza z nieco innej beczki: okazuje się, że moje blogonotki są w guglu na pierwszej stronie wyników wyszukiwania “kasy stoen” i “telepizza kochanowskiego”. Oj, niedobrze mi podpadać… ;-DDD
Ale co mnie zdziwiło najbardziej, to że jestem na trzeciej stronie wyników dla frazy… “oferty pracy dla emerytów w licheniu”. Oż w mordę…
Hej, ja też wchodzę z linka od Joanki. Więc to już 4 osoby ;P
Rozumiem, że sie ujawniasz, żeby nie było, że ten Licheń to Ty? ;-D
Niop :))) Licheń, to napewno nie ja. Nawet ani razu tam nie byłam :]