Dziadek
14 stycznia 2009 | 0:31Właściwie pamiętam całkiem sporo. Jak zabrał mnie do pracy i pokazywał z bliska lokomotywy spalinowe albo silniki elektryczne. Jak wychodziliśmy z domu przed trzecią rano, bo chciałem obejrzeć latem wschód słońca. Jak kiedyś na spacerze spotkaliśmy zaskrońca, który uciekł po murze w górę (choć nie tak szybko, jak ja na jego widok). Jak rozmawiał z ze znajomymi na ławeczce - starsi faceci, niedogoleni, palący smrodliwe, kopcące “Sporty” bez filtra w zabrązowionych od dymu szklanych lufkach, jeden w drugiego w jesionkach w jodełkę - i zwracał się do nich w taki dziwny sposób, per “Panie Z, nie masz pan racji”.
Jak z babcią smarowali mi chleb masłem i posypywali cukrem, gdy się budziłem w nocy. Jak “nie zauważał”, gdy podczas gry w tysiąca wymienialiśmy się z babcią kartami. Jak “pomagałem mu” w ogródku - najchętniej podlewałem piwonie i lwie paszcze, a dziadek kopał, pielił albo szczepił na drzewach coraz to nowe gałązki. Jak jeden jedyny raz dostałem od niego w tyłek - za ułamanie żywej gałązki z krzaka.
Jak przyniósł w wiadrze jeża i zdziwiłem się, że jeże wcale nie chcą jeść jabłek. Jak strasznie mu zazdrościłem, że żwir na alejce chrzęści pod jego krokiem, a pod moim nie…
Jak poszliśmy na pogrzeb sąsiada, bo chciałem zobaczyć pogrzeb - ale nie zobaczyłem sąsiada w trumnie, bo jeszcze byłem za niski - i miałem do dziadka żal, że mnie nie podsadził. I jak ze złością mu wykrzyczałem, że jego sobie obejrzę, jak umrze. Ile wtedy miałem? Sześć lat?
Potem umarła sąsiadka, do której należał ogródek - miała chyba ponad dziewięćdziesiąt lat… Bo to nie był dziadka ogródek, on go tylko doglądał. Potem długo go nie było - był w szpitalu. A potem wrócił i pojechaliśmy gdzieś autobusem, do jakiegoś gospodarstwa, gdzie doglądał zwierząt - i pokazywał mi, jak podbiera się jajka kurom. A potem znowu był w szpitalu. Pamiętam, że wtedy ojciec rzucił palenie. Potem pojechał do dziadka i nie wracał przez dwa tygodnie. A potem wrócił i znowu palił, jednego papierosa za drugim.
A potem pojechaliśmy pociągiem na pogrzeb. Była zima stulecia. Pociąg miał opóźnienie, stał bardzo długo przed semaforem, więc w śniegu przesiedliśmy się do innego, a nasz po chwili ruszył.
I nie zobaczyłem dziadka. Ale nie dlatego, że byłem za niski - tylko dlatego, że ze wszystkich sił chciałem cofnąć to, co powiedziałem dwa czy trzy lata wcześniej; byle tylko wrócił.
A potem wróciliśmy do domu i dywan w pokoju był cały pokryty przezroczystym lodem - i podobnie wyglądała większa część podłogi, bo pękł kaloryfer. Przez kilka dni mieszkaliśmy u sąsiadów z naprzeciwka. Raz nawet z kumplami poszliśmy się poślizgać do mnie do pokoju, ale robotnicy nas wygonili.
A potem dziadek zaczął mi się śnić. Przez ostatnie trzydzieści lat śnił mi się wiele razy - że znowu gramy w karty z babcią i znowu jesteśmy myszami Pixie i Dixie, a dziadek to kot Jinx. Albo że w przebraniu chodzi po ulicach i nagle go rozpoznaję. Albo że tylko gdzieś wyjechał - ukrywał się? - że wrócił i opowiadamy sobie, co słychać.
Dziś mija trzydzieści lat…









coś w tym jest.. ja do dziś pamiętam przykre rzeczy, które powiedziałem swojemu dziadkowi a szczególnie jedną sytuację, w której wygarnąłem mu, że jest głupi byłem wtedy smarkiem.. a dziś wiem, że w tamtej sytuacji to ja byłem największym głupkiem. Grzechy młodości. Dobrze chociaz, że nachodzi nas refleksja ale czasu już nie cofniemy.
Piękna notka. :)
A ja pamiętam najmocniej, czego mnie mój dziadek nauczył. Nie siedział wprawdzie w tematach przyrodniczo - ogrodowych, tylko w książkach o średniowieczu, ale najwięcej zapamiętałam właśnie z wypraw do parku i czytania mi podręczników do ornitologii i anatomii. Nie wszystkie rzeczy, których się od niego dowiedziałam, były prawdziwe. Przypuszczam, że ponieważ domagałam się odpowiedzi nawet, gdy jej nie znał, często musiał jakąś wymyślać na poczekaniu. Mam na przykład wdrukowane, że paznokieć jest zbudowany z chityny, a te żółte kwiatki pokrywajace łąki w czerwcu to kaczeńce. I chociaż już dzisiaj wiem, że paznokcie to keratyna, a kwiatki to jaskry, pierwsza myśl jest zawsze taka, jaką mi podał dziadek.
Pięknie piszesz. Obrazowo, gra na wyobraźni. Dobrze, że się ujawniłeś :-)