Zza ekranu
27 lutego 2010 | 20:39Trzy i pół tygodnia temu waga pokazała 140. Powiedziałem sobie: “dość”. Zero coli i słodkich napojów, zero słodyczy. Poza tym wszystko normalnie - no, może troszkę mniej - i dużo owoców: winogrona, pomarańcze, mandarynki, jabłka, kiwi, grejfruty. Dziś już tylko 132. Jasne, na początku jest łatwo - te dwa kilo tygodniowo to efekt eliminacji pustych kalorii. Potem będzie trudniej - ale już niedługo zamierzam zacząć się intensywniej ruszać.
Ciekawe, czy zejdę poniżej setki do końca roku? ;-D









Z tymi owocami to też tak raczej ostrożnie :)
Jakbyco mam fajną dietetyczkę do polecenia. Ostatnio nawet mój brat się skusił i teraz oboje chodzimy podkurwieni: on z powodu jedzenia, ja z powodu palenia :))
W zasadzie masz rację, ale żeby dorównać tej ilości cukru, którą sobie fundowałem w coli i batonikach, to musiałbym zjeść parę kilo. Na razie traktuję je jako zapychacz - jak mi tempo chudnięcia spadnie poniżej półtora kilograma na tydzień, to je ograniczę, a poniżej kilograma zamienię na coś innego, np. młodą kapustę. ;-)
131,7. ;-D
Kibicuję:)