Ekspresowe widzenie :-)
31 marca 2010 | 20:55Trzy tygodnie temu zamówiłem sobie nowe okulary.
Stare miały już piętnaście lat i były mocno zużyte - tym bardziej, że sześć lat temu musiałem wymienić oprawki na całkiem przypadkowe: stare pękły mi na pół, gdy akurat wychodziłem na pociąg, więc poprosiłem najbliższego optyka o dopasowanie do moich szkieł jakichkolwiek oprawek. I w efekcie od tego czasu wyglądałem jak bardzo gruby Harry Potter.
Zdecydowałem się na Vision Express w Arkadii (ten punkt naprzeciw Leroy Merlin, nie przy bocznym wejściu). Wybrałem sobie (duuużo ładniejsze) oprawki, zamówiłem szkła i po czterech dniach, w piątek, odebrałem gotowe okulary. Przez pierwsze pół godziny chodziłem na pamięć, bo jednak wszystko było nieco inaczej - na szczęście udało mi się nie zabić na schodach.
Następnego dnia rano spojrzałem na świeżo wyczyszczone szkła pod słońce i zauważyłem jakby odcisk palca. Przemyłem i przetarłem jeszcze raz - dalej był. Przyjrzałem się bliżej: okazało się, że to cały pęk rys, mikroskopijnej szerokości, jakby ktoś dokładnie na osi widzenia przejechał po soczewce papierem ściernym.
Pojechałem więc z reklamacją. Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że się to uda zareklamować, bo ulotka dodawana do okularów mówi wyraźnie, że firma nie bierze odpowiedzialności za uszkodzenia mechaniczne. Ale jak dla mnie przypadek był ewidentny - rysy powstały przy szlifowaniu; ja nawet nie miałbym kiedy ich zrobić. I ku mojej wielkiej uldze, reklamacja została uznana - optyk uznał, że soczewka została za mocno ściśnięta przy szlifowaniu i wskutek naprężeń popękała warstwa antyrefleksyjna. Zamówiono mi nowe szkło, po kolejnych kilku dniach miałem się zgłosić na wymianę.
Gdy przyjechałem do poprawki w następny piątek, wyszła na jaw pomyłka producenta szkieł - wysłał inne szkło, niż zamówiono. Moc się zgadzała, ale powłoka antyrefleksyjna była fioletowa, nie zielona. Efekt byłby raczej łaciaty. :-)
Po kolejnych kilku dniach przyjechała właściwa soczewka, więc dziś wykonałem kolejne podejście.
Niestety, zapomniałem starych okularów. W efekcie, czekając na wymianę soczewki, poszedłem zrobić zakupy na ślepo.
Dość zabawnie było na stoisku z serami, gdzie ekspedientka, pytana o ceny serów, pokazywała mi palcem odpowiednie etykietki. Na moją uwagę, że niestety nie widzę tych etykietek i dlatego pytam, usłyszałem odpowiedź, że “to trzeba było mówić od razu”. No a niby co ja robiłem? ;-)
Na szczęście mam dobre oko do kolorów i większość opakowań byłem w stanie rozpoznać nawet jako kolorowe plamy, mieszające się z całym stadem okolicznych plam w innych kolorach. (Jeśli ktoś nie wie, jak to jest, to niech sobie wyobrazi ładną akwarelkę, pejzaż albo martwą naturę, rozmazaną po zachlapaniu wodą.)
Po tym doświadczeniu poszedłem sobie do coffeeheaven, gdzie dziewczyna z obsługi, poproszona o informację, “czy tam z przodu są jakieś wolne miejsca, bo właśnie oddałem okulary do naprawy”, natychmiast znalazła mi miejsce, a po pół minucie przyniosła gotową kawę do stolika. I tam spędziłem pozostałe czterdzieści minut oczekiwania z nosem literalnie w książce. Czytanie liter z odległości siedmiu-dziesięciu centymetrów daje człowiekowi okazję podziwiania faktury zarówno papieru, jak i farby drukarskiej na nim… ;-D
Na koniec odebrałem okulary i jestem bardzo zadowolony. Przede wszystkim, nie spotkałem się chyba jeszcze z takim podejściem do klienta - pomimo problemów z soczewkami wszystko inne było w jak największym porządku, a ja upewniłem się w przekonaniu, ze Vision Express w Arkadii umie zadbać o klienta nawet w nietypowych sytuacjach. :-) Podobnie jak obsługa CoffeeHeaven przy wejściu. ;-D








