Dziupla

przytulna i ciepła
  • rss
  • Główna
  • O mnie?

Zza ekranu

27 lutego 2010 | 20:39

Trzy i pół tygodnia temu waga pokazała 140. Powiedziałem sobie: “dość”. Zero coli i słodkich napojów, zero słodyczy. Poza tym wszystko normalnie - no, może troszkę mniej - i dużo owoców: winogrona, pomarańcze, mandarynki, jabłka, kiwi, grejfruty. Dziś już tylko 132. Jasne, na początku jest łatwo - te dwa kilo tygodniowo to efekt eliminacji pustych kalorii. Potem będzie trudniej - ale już niedługo zamierzam zacząć się intensywniej ruszać.

Ciekawe, czy zejdę poniżej setki do końca roku? ;-D

Comments
3 komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

W co się bawić?

01 listopada 2009 | 14:32

W co się bawić? W co się bawić?
Tych wątpliwości nie rozwieje żadna wróżka,
Kopciuszek dawno przestał grać w inteligencję,
Inteligencja już nie bawi się w Kopciuszka.

(ten i inne teksty Młynarskiego - tutaj)

Dzień w sieci zaczynam zwykle tak samo: poczta, dwa ulubione fora, następnie albo Google Reader (w domu), albo ulubiony komiks (w pracy), potem portal informacyjny.

Od jakiegoś czasu jednak jest coraz gorzej. Poczta prywatna pojawia się z rzadka, firmowa na szczęście też. ;-) Na forach czasem coś się dzieje, czasem nie. Zwykle jednak nie. Na blogach coraz rzadziej coś ciekawego. I to samo z portalem - zszedł na psy, wypączkował w pseudoportaliki pełne celebrytów (”znanych z tego, ze są znani”). Mam wrażenie, że czas poszukać nowych źródeł informacji - ale gdzie? Gdzie jeszcze można przeczytać coś ciekawego albo spotkać ciekawych ludzi, którzy dają jakiś odgłos paszczą?

Comments
2 komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

AI

26 października 2009 | 0:31

Właśnie zachwyciłem się mechanizmem dopasowania wyników wyszukiwania w guglu - potrafi rozpoznawać zarówno nieprawidłową pisownię, jak i brak polskich ogonków, umie podzielić/połączyć wyrazy, jeśli zostały nieprawidłowo zapisane - i taka mnie naszła refleksja:

Gugiel ma obecnie na świecie kilkadziesiąt wielkich serwerowni, z których każda to dziesiątki, a nawet setki tysięcy maszyn - każda serwerownia składa się z od jednego do kilku budynków, w każdym kilkadziesiąt kontenerów, w kontenerze mieści się ponad tysiąc maszyn. Standardowo każda maszyna ma 1-2 GB RAM i 2 dyski po 1TB. Krótko mówiąc, kilkadziesiąt tysięcy procesorów, kilkadziesiąt tysięcy terabajtów danych, kilkadziesiąt terabajtów pamięci operacyjnej - to wszystko wewnętrznie połączone kablami o przepustowości raczej gigabitowej.

W gruncie rzeczy, gdyby załadować odpowiednie oprogramowanie, taki budyneczek mógłby spokojnie wykształcić sobie sztuczną inteligencję. Na dyskach ma dane odpowiadające ilości wspomnień paru setek ludzi przez całe życie - w tym teksty, zdjęcia, filmy, nagrania. Jego moc obliczeniowa odpowiada już mocy ludzkiego mózgu, przy czym gdyby nie zawracać mu procesorów wyszukiwaniem, byłby prawdopodobnie w stanie odpowiadać w czasie rzeczywistym.

Kto wie? Od dłuższego czasu rejestrują mi się na różnych forach boty, które nic tylko czytają. Na tym blogu też takie były. A może to już AI gugla? Ciekawe, kiedy zaczną pisać… i co napiszą. ;-)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Migawka tramwajowa

15 października 2009 | 23:08

Dwie świeżo upieczone studentki wymieniają się nowo poznaną wiedzą:
- … i ta osobowość społeczna składa się z aj di, no wiesz, to te wszystkie popędy, a poza tym z ego i superego…

(Hm, dlaczego to cholerstwo ma wyróżniony przycisk “zapisz”, a nie “publikuj”? Już któryś raz…)

Comments
4 komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Śmierć w Internecie

26 września 2009 | 10:14

… to proces złożony.

Najczęściej ktoś się przestaje odzywać. Po jakimś czasie pojawiają się pytania znajomych, co się stało z Iksem. Wysyłają maile, SMSy, prywatne wiadomości. Po kilku miesiacach ktoś przypadkiem przy przegladaniu starych gazet znajduje nekrolog, w którym Iksa żegna rodzina, znajomi z pracy itede.

Myślę czasem o napisaniu programiku, który po mojej śmierci posyłałby czasem pocztówki z zaświatów na moje różne konta tu czy tam. Oczywiście jako żart, bo w życie pozagrobowe nie wierzę.

Ale żarty na bok - to jest problem, który trzeba rozwiązać, a przynajmniej oswoić.

Większość ludzi nie myśli o śmierci, stara się w ogóle wyprzeć ze świadomości fakt, że wcześniej czy później umrą. Mało kto zostawia jakieś dyspozycje, co zrobić z kontem na portalu, blogiem czy albumem zdjęć. To się wydaje całkiem drobną sprawą. Tak samo myśli rodzina: konto na Naszej Klasie? No tak, miał, ale trzeba zamówić wieńce, nikt nie zna hasła. Z blogiem to samo.

Poza tym śmierć to coś osobistego. Ludzie źle się czują, gdy mają informować innych o śmierci kogoś bliskiego. Żle się czują, otrzymując kondolencje. Bo co ci inni mogą wiedzieć o Iksie?! Znali go tylko kilka lat, a nie od urodzenia! A może wcale im nie zależało na samym Iksie, tylko lubią chodzić na pogrzeby?…

Jak żona czy matka ma odpowiedzieć na SMS-a “Czesc stary, co u ciebie,dawno sie nie odzywales. Idziesz na piwo?” - szczególnie jesli nadawcą jest jakiś Wojtek czy Rudy, o którym nic nie wiedzą?

Ludzie mają znajomych w realnym życiu i w sieci, ale często brak osoby, która byłaby i tu, i tu. I potem zaskoczenie: Iks umarł? Niemożliwe! Sporo ludzi tworzy sobie tożsamość internetową różną od realnej. W życiu są tym, kim są, ale w sieci mogą przecież być kimś zupełnie innym. Ale nie traktują sieciowej tożsamości poważnie - albo nie mają do nikogo zaufania na tyle, by się ujawnić.

Jest parę serwisów, które ponoć zapewniają obsługę kont internetowych zmarłego - oczywiście jeśli podpisze umowę za życia, zdeponuje hasła itd. Choć jeśli ktoś często zmienia hasła, to może być problem.

Inny problem to właśnie zaufanie. Nie kojarzę żadnego serwisu, żadnego programu, który pozwoliłby na ograniczony dostęp do cudzego konta - tylko dopisania nowych informacji, bez kasowania istniejących.

Internet ma mniej więcej czterdzieści lat, a od dwudziestu lat stał się popularny. I chyba przyszedł moment, kiedy trzeba zacząć myśleć nie tylko o życiu w sieci, ale i o śmierci…

Comments
2 komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Migawki z wczorajszego słonecznego popołudnia

23 września 2009 | 21:08

1) Przystanek tramwajowo-autobusowy poniżej Placu Zamkowego: mężczyzna w kraciastej flanelowej koszuli kuca nad kupką telefonów, głównie Nokii - kilkanaście sztuk, leżących wprost na ziemi - i brudnymi rękami usiłuje z nich złożyć jakieś działające egzemplarze.

2) Przystanek autobusowy u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Miodowej: starszy mężczyzna z reklamówką. W reklamówce dwie soczyste czerwone papryki. Trzecią ogryza jak jabłko, uśmiechając się w przestrzeń.

3) Krakowskie pod Uniwersytetem. Busik z przyczepą wielkości dużej przyczepy kempingowej - ale tu właściwie sama rama. W środku rowery, gąszcz rowerów, dżungla rowerów we wszystkich kolorach - dziesiątki, może nawet ponad sto? - wypełniających szkielet przyczepy.

4) Przystanek pod Empikiem na Rondzie Z Palmą. Dużo ludzi. Nagle znikąd wyrasta mężczyzna z abstrakcyjnie zieloną plastikową skrzynką na owoce, płynnym ruchem wysypuje z niej jakiś drobiazg do czarnego, najeżonego ozdobnie kutymi prętami, komunalnego kosza na śmieci. I tak samo nagle znika.

Jakże bardzo chciałoby się mieć w oku kamerę, zdolną natychmiast uchwycić taki moment - czy to na zdjęciu, czy w krótkim filmie. Bo w chwili straconej na szarpanie się z aparatem moment wrednie przemija i se ne vrati…

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

“Ludzki obyczaj ciekawy jest nadzwyczaj”

17 września 2009 | 18:59

… napisał kiedyś Boy-Żeleński. Szczerze mówiąc, zupełnie nie pamiętam tego akurat felietonu, ale opublikowany był w zbiorze “Reflektorem w mrok”, więc tak mi się skojarzyło z róznymi jego tekstami piętnującymi zabobony. :-)

Jest sobie petycja, którą moim zdaniem warto podpisać: http://wszyscy-na-tak.pl/ - dotycząca legalizacji związków partnerskich. Wciąż brakuje w Polsce polityków, którzy by się zajęli tematem. Wszyscy się boją o stołki. Bo to niemoralne, bo prawo naturalne, bla, bla, bla…

W historii ludzkości co jakiś czas coś naturalnego okazywało się nienaturalne - i odwrotnie. Arystoteles pisał o naturalnych cechach niewolników, predestynujących ich do niewolnictwa i podległości. Katon Starszy zalecał sprzedawać niewolników chorych i starych - bo dla racjonalnie gospodarujacego właściciela są obciążeniem. Chrześcijaństwo zmieniło niewiele - niewolnictwo trwało. Za to dochodziły ciekawsze kwiatki - ponoć synod w Toledo zdecydował, że kochanki księży powinny odpokutować swój grzech jako kościelne niewolnice.

W ogóle chrześcijanie miewali ciekawe pomysły - taki np. św. Augustyn twierdził, że kobieta nie została stworzona na podobieństwo Boga. A niejaki Szymon Słupnik podobno przez całe życie nie spojrzał na własną matkę. Za tym poszły rozwiazania prawne - któryś z synodów zdecydował, że kobiety nie mają prawa pisać i otrzymywać listów. I aż do czasów nowożytnych to było naturalne - całe traktaty pisano o tym, że taka podrzędność kobiet wynika z praw natury, bo kobieta jest bardziej podatna na grzech.

Jeszcze napoleoński kodeks cywilny nie dawał kobietom żadnych praw. Jeszcze w XX wieku nie miały one praw wyborczych w większości krajów. Prawo naturalne, tjaaa…

Comments
1 komentarz »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Życie poza korpo - czy istnieje? (uwaga, tldr!)

22 sierpnia 2009 | 12:08

To jest notka rozliczeniowa, powstała w ramach refleksji.

Otóż w listopadzie pomyślałem sobie, że obchodzenie urodzin w listopadzie nie ma sensu: zimno, ciemno, na zewnatrz się nie da, a w knajpie to żadna przyjemność. I postanowiłem je przesunąć na wiosnę albo lato. Nie obchodzić urodzin, tylko urodziny + 1/2. Albo + 3/4.

Ale w maju okazało się, że zupełnie o tym wszystkim zapomniałem, bo w kwietniu kończyliśmy projekt - a zapraszać ludzi na parę dni przed nie było sensu. Z kolei teraz, w sierpniu, wyszło na to samo. Planowałem urlop i wyjazd w góry, a tu z wyjazdu nici - wciąż siedzę nad projektami, tyle że w ramach urlopu nie musze przychodzić do biura…

Tym samym niespecjalnie mi wychodzi życie prywatne. Wychodzę około dziewiątej, wracam około dziewiętnastej. Póki pracowałem niedaleko Paradoksu, mogłem tam zajrzeć po pracy nawet co wieczór. Teraz bywam raz na parę miesięcy, jak jest coś do załatwienia.

Po zeszłorocznym Polconie miałem taki impuls, żeby coś zrobić - rozruszać działalność klubową, znaleźć lokal, zacząć robić regularne spotkania. Ale kiedy i z kim? Nie starczyło mi czasu nawet na poumawianie się w okolicznych domach kultury w sprawie sali.

Od paru lat nie mam kasy na konwenty. Niby zarabiam nieźle, ale wszystko idzie w spłatę różnych długów, pożyczek, zaległości z dawnych lat1). Żeby chociaż było widać jakieś światełko w tunelu - ale nie. Na dobrą sprawę zamieniam tylko długi stare na nowe.

W efekcie żyję w Internecie. Tu żyje się nieco szybciej - nie muszę tracić czasu na przejazdy, a i tak większość znajomych jest o kliknięcie myszą. Ale kiepsko się pije piwo przez GG, grilla też się nie da zrobić… Nie da się ukryć, że czuję się raczej chujowo - zero kontaktu z zywymi ludźmi. I dość mocno mnie to dołuje.

Pytanie, co dalej? Człowiek tuż przed czterdziestką chciałby mieć życie jakoś poukładane, a tu gucio. Ani mieszkania, ani samochodu, praca niezła, ale bez specjalnych perspektyw: awans w strukturze firmy nie bardzo mi odpowiada, a ogłoszenia o pracy dla programistów Perla pojawiają się raz na miesiąc-dwa, więc zmiana jest ryzykowna: nie wiadomo, ile potrwa szukanie.

Zresztą obawiam się, że trafiłbym podobnie, jak teraz: programista w korpo, na dole hierarchii, ma siedzieć i rzeźbić to, co ustalą ci na górze. A praca w środku hierarchii, czyli siedzenie na zebraniach i bicie piany, mnie mierzi. Kręci mnie kombinowanie, eksperymentowanie, robienie czegoś więcej, niż tylko klepanie kodu. Ale jednostki badawczo-rozwojowe wszelkiego rodzaju szukają młodych po studiach, a nie starych bez. I co tu zrobić?

Owszem, mam parę własnych pomysłów na ciekawe projekty, ale to z kolei wymaga czasu, którego wciaż nie mam. Pół królestwa za umiejętnosć samoorganizacji…

Tak czysto rozumowo mam wrażenie, że najlepszym wyjściem byłoby przemieścić się do Londynu czy Dublina i zarabiać tam w funtach albo w euro, co pozwoliłoby spłacić wszystkie zobowiązania w dwa, trzy lata, a potem już bez pośpiechu pracować tylko na siebie. Ale musiałbym mieć coś ugadane, nie mogę sobie pozwolić na jazdę w ciemno. Hm, może poszukać jakichś zagranicznych zleceń na początek? Ale to znowu kwestia czasu i terminowości. Grrr…

Za niecałe trzy miesiące czterdziestka, i co? Dwudziestkę obchodziłem w knajpie, w której całe moje studenckie stypendium starczyło na trzy drinki2). Trzydziestkę w przydrożnej pizzerii w Niemczech, gdzie pojechaliśmy załatwiać papiery po śmierci babci. Czterdziestka zapowiada się, hm, bardziej stabilnie, ale czy to o to chodzi? ;-P

____________________

1) Cóż, mogę uczciwie powiedzieć, że byłem dupa, a nie byznesmen. Ale tak to jest, jak do prowadzenia firmy bierze się idealista bez kwalifikacji…

2) A potem, z braku kasy na więcej, spacer po wrocławskim rynku. Życie studenta, heh…

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Życie w korpo

| 11:04

Z jednej strony, ostatnio naprawdę nie mam siły pisać. I czasu też niespecjalnie dużo. W firmie pracuję przy paru projektach, przy czym to praca typowo po polsku: jeden robi, a pięciu nadzoruje, poprawia i sugeruje kierunki. W dodatku projekty się przeplatają: parę godzin przy tym, parę przy innym, a każdy ma przedwczoraj - więc kończę dany kawałek roboty nie wtedy, kiedy bym chciał, tylko wtedy, kiedy mniej wiecej działa, i biegiem do następnego.

Z drugiej strony, nie jest aż tak źle. Praca przy kilku projektach naraz, nadzorowanych przez różne osoby, pozwala na odrobinę manewru - wystarczy kazdemu powiedzieć, że robię akurat coś dla kogoś innego - i mogę spokojnie cyzelować detale tam, gdzie to uważam za stosowne. :-D Poza tym robię rzeczy ciekawe - i dla mnie nowe. Poszerzam horyzonty, nabieram dodatkowych kwalifikacji.

Z trzeciej strony od tygodnia jestem na urlopie, co jednakowoż sprowadza się do tego, że i tak siedzę i robię poprawki przy paru super pilnych projektach… tyle że z domu. Na szczęście od poniedziałku będę poza zasięgiem. ;-P

Po roku pracy (z kawałkiem) najbardziej denerwujące jest to podleganie komuś (a raczej różnym ktosiom)1) i ciągła konieczność tłumaczenia się przed pięcioma osobami z każdej pierdoły. Najgorsze są opóźnienia: w przypadku opóźnienia trzeba na wyjaśnianie jego przyczyn i tworzenie harmonogramów naprawczych poświęcić dwa razy więcej czasu niż potrzeba na samo nadrobienie. A gdy praca polega na robieniu ciagle rzeczy nowych, to wystarczy chwilowy brak pomysłu czy niespodziewany problem - i już jest obsuwa…

Inna rzecz, że porównując się z moim szefem dochodzę do wniosku, że i tak mam łatwiej. Nadal programuję, zamiast przesiadywać całe dnie na zebraniach, których 90% czasu zajmuje bicie piany. Nie ja się muszę wykłócać o budżet, roboczogodziny i ludzi do pracy nad projektem. Nie muszę pisać optymistycznych sprawozdań, układać nierealnych harmonogramów ani odpowiadać na kretyńskie maile idiotów chcących koniecznie sprawiać wrażenie, że są siłą sprawczą jakiegoś projektu, i żądająch natychmiastowego wyjaśnienia tego czy dorobienia tamtego. Na paru takich pozakładałem już filtry na skrzynce mailowej. :-D

_________________________

1) Struktura firmy to parę działów realizacyjnych, łączących programistów o określonych kwalifikacjach (.NET, JAVA, PHP, inne), pracujących nad określonymi projektami. Tyle że sporo projektów wymaga wsparcia - wówczas bierze się tych ludzi z innego działu, którzy nie mają akurat bardzo pilnych zadań. Bardzo często pojawiają się tzw. wrzutki, czyli coś, co nie było planowane, ale przyśniło się któremuś z szefów, albo nawet samemu szefowi szefów, i trzeba to zrobić na zeszły tydzień. W efekcie wielu pracowników pracuje przy zadaniach nie tylko swojego, ale też pozostałych działów i tym samym musi raportować wyniki do wielu różnych szefów zespołów. A także negocjować z nimi wszelkie przesunięcia prac wynikające ze wrzutek. Króþtko mówiąc - totalny piździelnik. Cud, że ktoś nad tym panuje…2)

2) … a przynajmniej dość skutecznie sprawia wrażenie, że panuje. ;-)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Szybki włam

18 sierpnia 2009 | 19:10

Po dłuższej chwili, paru próbach i szybkim guglnięciu udało mi się ustalić, jaki jest adres strony logowania w WordPressie. :-D Od wczoraj mam urlop, więc może jeszcze coś napiszę, zanim wyjadę gdzieś dalej.

Z drugiej strony, przez dłuższy czas zastanawiałem się, czy nie rzucić tego bloga w cholerę, bo co to za interes pisać, jak nikt nie komentuje? Ale z trzeciej strony przypomniał mi się kawał o tym kompocie, co zawsze był…

Comments
6 komentarzy »
Kategorie
--bez kategorii--
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

« Previous Entries

Najświeższe wpisy

  • Zza ekranu
  • W co się bawić?
  • AI
  • Migawka tramwajowa
  • Śmierć w Internecie
  • Migawki z wczorajszego słonecznego popołudnia
  • “Ludzki obyczaj ciekawy jest nadzwyczaj”
  • Życie poza korpo - czy istnieje? (uwaga, tldr!)
  • Życie w korpo
  • Szybki włam
  • Dzień wybuchających liści
  • Świąteczna uczta bogów na cztery ręce
  • Drobiazgi
  • Stulecie detektywów
  • Spieszmy się czytać blogi0), czyli o prywatności w sieci

Archiwa

  • luty 2010 (1)
  • listopad 2009 (1)
  • październik 2009 (2)
  • wrzesień 2009 (3)
  • sierpień 2009 (3)
  • kwiecień 2009 (2)
  • marzec 2009 (2)
  • luty 2009 (5)
  • styczeń 2009 (3)
  • listopad 2008 (1)
  • wrzesień 2008 (1)
  • lipiec 2008 (1)
  • czerwiec 2008 (8)
  • maj 2008 (3)
  • kwiecień 2008 (9)
  • marzec 2008 (7)
  • luty 2008 (4)

Zajrzeli na chwilę

kasiak74

rss Komentarze rss valid xhtml 1.1 design by jide powered by Wordpress reCAPTCHA Wordpress linkujmy! Wordpress get firefox